Kobieta

Maluj rzęsy, cizia!

8 stycznia 2018

Kobieta ma być ładna, szczupła i w szpilkach. Ma się uśmiechać i nie odzywać zbyt wiele. Jeśli jednak musi już cokolwiek powiedzieć, to najlepiej, żeby zachwycała się w tym czasie intelektem, siłą i zaradnością mężczyzny.

Dupa. Nie zgadzam się. Nie należę też do bojujących feminazistek, które w znacznej części swojej działalności krzyczą. Krzyczą i krzyk jest celem sam w sobie, nic więcej. Mężczyzna, wbrew obiegowej opinii, wcale nie jest fe. Ba, jest nawet całkiem spoko, ale tym razem nie o nim mowa. Istnieje w świecie przekonanie, że każda kobieta jest długowłosą blondynką z płaskim brzuchem, miseczką co najmniej C i gładką cerą. Kobietą, która uśmiecha się z okładki dowolnego magazynu. Te, które jakimś cudem nie wpisują się w powyższy kanon, zdają się być trochę wybrakowane. A czy są? No oczywiście, że nie. Wszystkie jesteśmy po prostu różne, w różnorodności właśnie tkwi siła i piękno.

Kobieta w moich oczach

Nawet nie próbuję się oszukiwać. Od 23 lat jestem na tym świecie, żyję jako kobieta i wiem, że każdej z nas zdarza się dzień nieszczęsnego pryszcza na środku twarzy, dzień rewolucji żołądkowej, dzień zważonego podkładu na twarzy, czy dzień sukotwarzy. Doskonale wiem, że po dłuższym czasie siedzenie ze złączonymi kolanami przestaje być wygodne, tak samo jak to, że kolejny zakręt na drodze może skończyć się ponownym spotkaniem z kanapką zjedzoną na śniadanie. Możemy być piękne, silne, mamy też prawo do słabości, do własnego zdania i do bycia sobą, po prostu. W sytuacjach kryzysowych świetnie dajemy sobie radę i nie rozkładamy rąk jak głupkowate lalki w amerykańskich filmach, pytając męskiego herosa co teraz mamy zrobić. Reese Witherspoon powiedziała na ten temat bardzo ważne słowa. Więcej komentarza nie trzeba.

Odnoszę wrażenie, że w BBC pracują ludzie, którzy wiedzą, że kobieta to nie tylko śliczna buzia, będąca jedynie miłym dla oka elementem życia mężczyzny. W ich serialach pojawiają się kobiety prawdziwe, takie, które kocha się za coś więcej niż perfekcyjny makijaż, idealnie dopasowaną sukienkę i umiejętność bycia czyimś cieniem.

W serialu Prawnicy (Silk), główną postacią jest Martha Costello – adwokat dążąca do tego, by zyskać tytuł QC. Jest dociekliwa, zaangażowana, nie potrafi ani przegrywać, ani tańczyć.

Innym serialem, w który zachwyca mnie pod względem bohaterek jest Z pamiętnika położnej (Call the midwife). Główne bohaterki są przeróżne. Od idealnie pięknych, po takie, które poza kanon piękna nieco wykraczają. Są stare i są też młode. Dodając do tego postaci pojawiające się w poszczególnych odcinkach, zyskujemy mieszankę wszelkich szczęść i nieszczęść, jakie ten świat mógł pomieścić. Tym, co dodatkowo w bohaterkach mnie urzeka, jest fakt, że zawsze, niezależnie od sytuacji, na wierzch wypływa ich dobroć. A ja głęboko wierzę, że wszystkie jesteśmy po prostu dobre, choć często ukrywamy to za maskami. Czasem ma to działać jak pancerz ochronny, czasem jako magnes na fejm, jak kto woli.

Ostatnim serialem, o którym chcę wspomnieć, jest Happy Valley i postać sierżant Catherine Cawood. Matka, była żona, babcia, siostra. Kobieta, która nosi w sobie prawdziwe emocje, przeżywa dramaty i wie, że musi przejść ponad tym. W pracy musi się szarpać z bandziorami, w życiu radzić sobie z nadpobudliwym wnukiem i wspomnieniem o tragicznie zmarłej córce. Catherine z podbitym okiem zdaje się czasem być nawet bardziej autentyczna od osób mijanych na ulicy.

Z ekranu do życia

Cieszę się, że w moim otoczeniu są damy, którym nigdy nie brudzą się buty, włosy zawsze lśnią i uśmiech nie schodzi z twarzy. Ja tak nie umiem, nie potrafię i nie chcę. Daję się ponosić emocjom, włosy mi się plączą i zdarzy mi się wdepnąć w niespodziankę niesprzątniętą z chodnika. Coraz częściej zauważam jednak, że dobrze mi z byciem po prostu człowiekiem z krwi i kości. Może to kwestia pewnej dojrzałości, albo po prostu zajawki serialami. Tak czy inaczej, efekt jest pozytywny i tak żyje mi się lepiej.