Refleksje

Kto normalny słodzi herbatę?

8 listopada 2017

Jeśli jest ktoś, kto jakimkolwiek cudem jest w stanie mi wytłumaczyć jaką patologię ślinianek i kubków smakowych trzeba przechodzić, żeby słodzić herbatę, to z wielką chęcią go wysłucham.

Nigdy (może poza latami młodzieńczymi, gdzie na zdjęciach wciąż świeciłam śnieżnobiałymi mleczakami) nie rozumiałam jakim potworem trzeba być, by napój bogów zmieniać w ulepek. Tak samo nie rozumiałam jak można pić słabą herbatę. Nie mówię tutaj o jakości, mi też daleko do gustów królowej Elżbiety. Chodzi mi o zanurzenie woreczka na 3 sekundy i wyrzucenie go do kosza na śmieci. Woda przypomina wówczas kolorem urynę zdrowego pawiana, a smak… No cóż, po prostu nie istnieje.

Co trzeba mieć w głowie, żeby wejść do kogoś do domu i gdy gospodarz zapyta czy masz ochotę napić się herbaty, odpowiedzieć: Tak, ale słabej, słodzę 4 łyżeczki. Zapytam raz jeszcze – co trzeba mieć w głowie? Nie wiem, nie mam pojęcia, ale mimo wszystko szanuję ten wybór. Nikomu nie będę udowadniać, że wybór takiej a nie innej herbaty jest najlepszy. Nikomu nie będę wmawiać, że pić ją ma wyłącznie w jednym kubku. Nie zabiorę cukiernicy, nie wyrzucę cytryny przez okno, nie będę warczeć, gdy ktoś zacznie siorbać ze smakiem ledwie zabarwioną wodę. Oczywiście, mogę poradzić czego warto spróbować, porównać doświadczenia, jeśli chodzi o sklepy i firmy, zapytać co kto lubi. Możemy się nie zgadzać, ale ani ja nie utopię Cię za to w Wiśle, ani Ty nie dźgniesz mnie śmiertelnie nożem do masła. Ot, zwykła ludzka zdolność do szanowania cudzej opinii.

Dlaczego w takim razie ludzie nie potrafią przełożyć tego szacunku na inne sfery życia? Jasne, porównanie  tego co kto lubi pić do rozmów na temat wiary, polityki, wartości, którymi się człowiek kieruje czy choćby, nie wiem, crossfitu zdaje się być dosyć trywialne. Jednak czasem naprawdę wystarczy odrobina chęci, by móc z uśmiechem spędzić czas z drugą osobą, której poglądy się różnią.