Po mojemu

Książki dla dzieci, czyli dobry prezent dla młodziaka

5 grudnia 2017
Child reading a book

Zbliżają się Mikołajki, święta Bożego Narodzenia i w ogóle jest całe mnóstwo wszelkiej maści świąt i okazji, żeby podarować dziecku książkę. I bardzo dobrze, młodego czytelnika chować należy od samego początku. Dobrze też zdać sobie sprawę z tego, zakup jakiej książki należałoby przemyśleć dwa razy. Albo trzy. I najlepiej odłożyć ją na miejsce. 

W pięknym świecie, wszystkie książki byłyby fantastycznej jakości. Wchodzisz do księgarni, mijasz regały z reportażami, książkami o dietach i te do nauki języka hiszpańskiego i trafiasz do krainy dziecięcej wyobraźni. Tam, gdzie ubrania powinny spadać z nieba, bo na zakupy powinno się jeździć jedynie po gry komputerowe i czekoladę. Tam, gdzie babcia chodzi po drzewach, poluje na dzikie zwierzęta i pali fajkę. Tam, gdzie żona i mąż robią sobie psikusy, przygotowując sobie spaghetti z makaronu czy podrzucając żabę do łóżka.

Brzechwie z marketu mówimy „pa pa”

Jasna sprawa, liczy się gest. Tak to sobie tłumacz. Dzieciak, znając życie, na pęczki ma tych Brzechw i Tuwimów. Groza jednak zalewa mi serce, kiedy myślę o książkach, które są po prostu paskudne: feeria barw, od Sasa do Lasa, piękne nic. Ilustracje komputerowe przełknę, ale nie to, kiedy postaci to żywy przykład „kopiuj-wklej”. To trochę tak, jakby ktoś przyszedł do Ciebie i przyniósł Ci w prezencie, nie wiem, kawę z automatu.
Jeśli chodzi o naprawdę dobre książki to dla młodszych polecam Księgę dźwięków Soledada Bravi (jeśli chodzi o dzieci najmłodsze, to doceniajmy wartość kontrastu i wyraźne linie). Polecam również książeczki Do kąpieli, króliczku oraz Śpij, króliczku autorstwa Jörga Mühle. Są to książki, które pomogą dziecku się wyciszyć i przygotować do snu. Pięknie wydaną książką, traktującą o bardzo ważnym elemencie życia, jest Proszę mnie przytulić Przemysława Wechterowicza i Emilii Dziubak. Na koniec prawdziwe cudo dla starszych czytelników, Oczy Iwony Chmielewskiej – zdecydowanie uważam, że jest to książka, którą każdy choć raz powinien mieć w rękach.

Oddydaktyzujmy się

Mamy jakąś chorą manię wciskania dzieciom wszędzie na siłę walorów edukacyjnych. Jasne, czasem można, ale pomyśl sobie – wolisz czytać podręczniki (nie mówię o przyjemnych coachingowych poradnikach), czy powieści, które wchłaniają Cię w swój świat, gdzie płaczesz z jednymi bohaterami, a innym masz ochotę wbić szpilkę w tyłek? Pytanie oczywiście było retoryczne. Młody człowiek to wciąż człowiek, więc wyluzuj, jak ma się czegoś nauczyć, to to zrobi. Pomóż mu zrozumieć, że czytać można też dla przyjemności i istnieją też książki spoza kanonu lektur szkolnych. Nie ma co się bać literatury niepedagogicznej. Jestem już dorosłą kobietą, prawda, ale do dziś pamiętam autorów, których dzieła pochłonęły mnie bez reszty: Roald Dahl i chociażby jego Matylda czy Fleje oraz seria o Koszmarnym Karolku Francesci Simon. Słyszałam również świetne opinie o Różowych środach, choć przyznam, że z autorką Sylvią Heinlein nie mam nawet najmniejszego doświadczenia. Zetknęłam się jednak z fragmentami historii o ciotce Huldzie i wiem, że ta książka to mój must have.

Co to za książka bez tekstu

Zdarza nam się zapominać, że książka jest nie tylko dla tych, którzy potrafią rozkodować litery. Młodsze dzieci, które do spotkania ze słowem pisanym potrzebują kogoś, kto poprowadzi je za rękę, fantastycznie radzą sobie z odczytywaniem ilustracji. Książki obrazkowe (np. z serii Miasteczko Mamoko Mizielińskich czy seria Ulicy Czereśniowej Rotraut Susanne Berner) spiszą się świetnie zarówno dla najmłodszych, którzy położą się na nich i znajdą sobie coś do obserwowania i tworzenia historii, jak i pomogą odkrywać świat przedszkolakom. Ze swojej strony zawodowej dodam, że są one również genialnym materiałem do pracy z językiem obcym.

Nie mówię, że trzeba pozbawić dzieci tego, co podoba się nam. Warto jednak czasem oderwać się od naszych przyzwyczajeń, wprowadzić jakieś novum i zadbać o jakość tego, co się im prezentuje. Pamiętajmy, że nasz gust kształtuje się już od najmłodszych lat, więc warto zatroszczyć się o quality content.

  • Ja sama lubię oryginalne książki i zgadzam się z tym, że książki dla dzieci Brzechwy czy Tuwima są bardzo oklepane jeśli chodzi o ilustracje, dlatego cieszę się, że jak byłam dzieckiem dostałam książki tych autorów pięknie oprawione i z naprawdę ładnymi ilustracjami 😉