Refleksje

Piękni mędrcy vs. ja

13 listopada 2017

Nie wiem jak sprawa ma się do pozostałej części świata, ale ja często łapię się na myśli o byciu kimś innym. Nie mam tu na myśli, nie wiem, księżnej Kate czy innej Anji Rubik. Zazwyczaj wychodzi to jakoś całkowicie bezwiednie. Ot, gapię się na jakieś zdjęcie z wyjazdu i myślę, że fajnie byłoby mieć drobny nosek. Albo większe oczy. Albo nie mieć boczków. O, nie mieć boczków zwłaszcza. 

Patrzę się na tę dziewczynę i myślę sobie, że ona w ogóle jest jakaś dziwna. W sumie to ma wagę nie taką, wzrost nie ten, nogi koślawe. Buzia okrągła, włosów znacznie mniej niż w reklamach szamponów, łokcie jakieś takie szorstkie. Doszukuję się piegów, wielkości piksela, ale przy takim czepialstwie i one stają się problemem. Co z tego, że w gruncie rzeczy mi nie przeszkadzają? Są punktem zaczepienia? Są. To się przecież mam prawo do nich doczepić.

Pewien czas temu byłam na imprezie nad Wisłą. Ognisko w towarzystwie zagranicznych studentów. Przyznam, że było bardzo sympatycznie, choć dopiero w momencie, kiedy grono moich znajomych się poszerzyło. Początkowo siedziałam cicho i przysłuchiwałam się bacznie temu, jak organizatorzy rozmawiają o sprawach sobie jedynie zrozumiałych. Siedziałam tak, rozumiejąc tyle, co z wykładu w języku mongolskim i modliłam się, żeby zaczęło padać – moglibyśmy wtedy kulturalnie się pożegnać, a ja przestałabym czuć się jak ostatnia idiotka po wschodniej stronie Warszawy. Niestety, nie zaczęło padać, a ja coraz bardziej pogrążałam się w żalu, że nie należę do tej grupy.

Sytuacja najbardziej aktualna, bo cotygodniowa. Na studiach mam zajęcia, które prowadzi kobieta o dosyć specyficznym usposobieniu. Młoda, żywiołowa babeczka, pełna zapału, zakochana w swojej pracy. Super, lubię takich ludzi. Kręci ją wszystko – od piosenki harcerskiej, przez hodowlę sukulentów i życiorys Maryli Rodowicz, po filozofię. O ile z trzema pierwszymi sprawami sobie jakoś poradzę, o tyle filozofia okraszona akademickim słownictwem, które brzmi jakby znaczyło coś ważnego, a jest typowym zapychaczem wypowiedzi, zupełnie nie jest w moim klimacie. Powiem więcej – rozumiem mniej niż połowę. No i wtedy znowu przychodzi moja zmora: czemu jestem taka, przecież gdybym zainteresowała się tym tematem, to też brzmiałabym mądrze i mogłabym rzucać nazwiskami na lewo i prawo. A tu siedzisz dziewczyno i jedyne nazwisko wybitnego twórcy ideologicznego, jakie jesteś w stanie wymienić, to nazwisko koleżanki obok Ciebie, która właśnie stwierdziła, że prowadząca mogłaby zrezygnować z niektórych anegdotek, zostawić sam content i wypuścić Was 25 minut wcześniej do domu.

Weź spójrz w lustro

Zabrzmi jak banalny frazes. Trudno, lubię to mówić. Bądź najlepszą wersją siebie. Serio, bywa z tym ciężko, zwłaszcza gdy siedzi się w towarzystwie hipermózgów, ale warto zrozumieć, że nie każdy jest alfą i omegą we wszystkich dziedzinach. Nie mówię, że rozwój jest be i fujka. Im więcej wiem, tym fajniej się ze mną rozmawia, logiczne. Cholera jasna, ale jednak urodziłam się taką a nie inną osobą. Nie odczuwam potrzeby, by zostać badaczem fizyki kwantowej czy znawcą muzyki klasycznej. Ja mam swoją działkę, ktoś inny swoją. Bądź mistrzem w byciu sobą.